treść artykulu

Przypomnienie Brzeskiego cz. I

                                                                                               Wybitny grafik i rysownik – to prawda.
                                                                                               Wrażliwy malarz – także...
                                                                                               Ale dla skali ambicji i talentu  Brzeskiego
                                                                                               -  wszystko to było mało...  
 


„...Brzeski był wytworny i wzbudzał respekt. Dość apodyktyczny, miał o wszystkim wyrobione własne zdanie. Ubierał się nienagannie w angielskie flanele, nosił kapelusze borsalino i oczywiście miał zawsze starannie zawiązany krawat. W tych mizernych, powojennych czasach, był rok 1948, widać go było na tle zgrzebnego komunizmu na mile. Co dziwne nie spotykały go z tego tytułu żadne przykrości. Wręcz przeciwnie, imponował najbardziej nawet zagorzałym czerwonym dogmatykom. A trzeba dodać, że traktował ich zawsze z góry, niby udzielny książę. Prawdopodobnie uważali go za niegroźny, zanikający relikt poprzedniej epoki...” – wspomina Janusza Marję Ludwik Jerzy Kern

     Nie znałem Brzeskiego tak dobrze jak Kern, choć przecież Brzeski był moim wujem.
Moje najpierwsze wspomnienia kojarzą się z Jego mieszkaniem - pracownią, gdzie zawsze pachniało drukarską i malarską farbą. Kojarzą się z ogromiastym stołem zarzuconym wycinkami, ołówkami, kliszami. Na zachlapanych sztalugach zwykle stało jakieś płótno. A obok kaflowego pieca wisiał intrygujący akt wstydliwej pani...
I jeszcze dość dobrze pamiętam sprężystego wuja, który wydawał mi się oschły, rodzinę lubił trzymać na dystans.

Ale dopiero sporo lat po Jego śmierci zacząłem - o, paradoksie! - poznawać Brzeskiego lepiej.
W mojej rodzinie pozostała Jego plastyczna spuścizna: oleje, rysunki, grafiki, szkice. A było tego sporo, bo Brzeski za życia obrazów nie sprzedawał – nie musiał, doskonale zarabiał, czasem komuś coś podarował, natomiast  wiele swoich prac  reprodukował w przedwojennej ilustrowanej prasie, której właściwie poświęcił całe życie.
Zacząłem więc roczniki przeglądać, płótna oprawiać, rysunki segregować, fotomontaże konserwować, wnet też korespondencję prowadzić z muzeami...   
Krótko mówiąc: jakoś tak mimochodem wmotałem w swe życie Brzeskiego.
Z czasem dotarłem do wszystkiego co o Nim napisano, i co sam napisał, bo choć plastyk –pióro publicysty miał tęgie, a i nowelami się parał. Rozmawiałem z ludźmi, w których wspomnieniach Brzeski pozostał jakże  żywy, choć dzisiaj i tych ludzi już prawie nie ma...

Był artystą obdarzonym wszechstronnym plastycznym talentem i żywiołowym temperamentem twórczym. Rysownik i grafik, prekursor polskiego fotomontażu, filmowiec „moderne”, redaktor i publicysta, wrażliwy malarz, słowem: postać renesansowa, indywidualność.

Urodzony w 1907 r. roku w Warszawie, kształci się w Szkole Sztuk Zdobniczych, w Poznaniu, gdzie specjalizuje się w grafice pod kierunkiem prof. Jana Wronieckiego. Dzięki stypendium już jako osiemnastolatek odbywa artystyczne podróże po Włoszech i Francji. W 1928 r. bierze udział w prestiżowych pracach nad pawilonem poznańskim i śląskim na  Powszechnej Wystawie Krajowej. Wydaje tekę swoich drzeworytów, projektuje karty tytułowe tomików poznańskiej bohemy.
Wnet też Salon Towarzystwa Artystów w Poznaniu zaprasza na pierwszą wystawę prac Janusza  Marji ( bo tak się właśnie pisał: Marja!). Wstęp do katalogu tej wystawy pisze Artur, też Maria, Swinarski. Grafik zrewanżuje się później poecie ilustrując jego bibliofilskie prace (dzisiaj w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza).

W 1929 r. Brzeski wyjeżdża do Paryża,  gdzie kształci się nadal i pracuje w agencjach graficznych, m.in. w tygodniku "Vu", specjalizując się w najnowocześniejszych wówczas technikach druków rotograwiurowych. Sporo maluje. Tutaj powstają jego najlepsze drzeworyty i sławne montaże.

Pod jesień 1930 roku na zaproszenie Mariana Dąbrowskiego, arcy-szefa „Ikaca”, Brzeski przyjeżdża do Krakowa.
Ma wówczas 23 lata. i huraganowy temperament twórczy. Nowy szef artystyczny prasowego koncernu z punktu stał się w mieście postacią znaną.
Już jesienią tego pierwszego krakowskiego roku prasa donosiła:

„...Utalentowany artysta-malarz, p. Janusz Marja Brzeski, niedawno z Paryża przybyły na stały pobyt do Krakowa, urządził w Domu Artystów zbiorową wystawę swoich prac, która przyjęta została z wielkim uznaniem..."

Wytworny grafik - o tym wiedziano - zaskoczył dojrzałością malarskich technik:

" ... Skala talentu Brzeskiego jest bardzo szeroka, a obejmuje zarówno portret, sceny rodzajowe i typy z wnętrza barów i dancingów oraz zaułki przedmieść paryskich. Każdy temat ujmuje artysta w sposób wyszukanie prosty, uszlachetniony spokojną stylizacją formy i barwy, dzięki znacznemu poczuciu dekoracyjności i sensu graficznego..".
Potem będzie tych wystaw jeszcze wiele.


Był Brzeski niezapomnianą postacią artystycznej awangardy Krakowa. Tu wspomnienia są zgodne. Błyskotliwy, inteligentny, w kabaretach i szopkach. Ale o sztuce myślał poważnie.

    Wykształcony poza Akademią i programowo jej niechętny, całym życiem przeciwstawiał się Brzeski zastanym konwencjom. Zresztą, był to czas szczególny, czas dziejącej się wokół przemiany percepcji sztuki, którą niosły: masowy druk, masowa rozrywka filmowa, upowszechnienie fotografii. W obliczu narastającego zjawiska masowej komunikacji do głosu dochodziła teoria Mieczysława Szczuki mówiąca o konieczności odnowy form artystycznego przekazu.
    To było wyzwanie.

        Fotografią i fotomontażem zainteresował się Brzeski pod koniec lat dwudziestych. W Paryżu tworzy tekę montaży zatytułowanych "Sex", łącząc w duchu nadrealizmu fotograficzny collage z wycinkami prasowymi i skąpym rysunkiem, snując pełną paradoksów  plastyczną przypowieść o roli seksu we współczesnym świecie. Eksperymentuje też z fotografią, tworzy m.in. "rayogramy", obrazy uzyskiwane bez pośrednictwa kamery.
                      Sporo z tych wczesnych prac Brzeskiego znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Sztuki Współczesnej.
    W Krakowie Brzeski spotyka się z Kazimierzem Podsadeckim. Odtąd artystyczny życiorys każdego z nich bez tego drugiego nie byłby całkiem zupełny. Choć ich groby porosły już solidnie murawą - do dzisiaj spotykają się na wspólnych wystawach. Obaj, nawiasem mówiąc, tęgie bonwiwanty,  ale przede wszystkim rasowi artyści - tworzyli prace, stojące na pograniczu między dawnymi dyscyplinami a sztuką mediów.
        Najbliżsi byli sobie zapewne w dziedzinie fotografii i awangardowego filmu. To ich wspólne zainteresowanie nie wynikało z fascynacji modą, lecz było konsekwencją podejmowania artystycznych problemów, w innych gałęziach sztuk wizualnych jedynie zasygnalizowanych, a możliwych do zrealizowania za pomocą właśnie specyficznych efektów fotograficznych i filmowych.
    Na przełomie marca i kwietnia  1931 r. Brzeski i Podsadecki organizują w salach Muzeum Przemysłowego w Krakowie - I  Wystawę Fotografii Modernistycznej. Wzięli w niej udział wybitni przedstawiciele europejskiej awangardy: Hans Richter, Laszli Moholy-Nagy, Ray Man.
    Z tej okazji Brzeski przedstawił nadrealistyczny fotomontaż, będący kompozycją aktu kobiecego i muszli (później namaluje olejną replikę tego dzieła, a jeszcze później akwarelę).
    Wtedy też wyświetlono po raz pierwszy montażowy film Brzeskiego  - "Przekroje", będący drugim, po "Aptece" Franciszki i Stefana Themersonów  zrealizowanym w całości polskim filmem eksperymentalnym.
    W następnym roku Brzeski, wraz  z Podsadeckim, Strychalskim, Zechenterem, Szancerem i Grotowskim (a wspaniała to lista twórczych indywidualności!) tworzy ZPAF - "Studio Polskiej Awangardy Filmowej", działające na zasadzie elitarnego klubu filmowego. W rezultacie w prasie polskiej pojawiać się poczęły pierwsze krytyki filmowe i teoretyzujące filmowe artykuły.

Andrzej Wierzchowski
www.wierzchowski.artysta.pl
Komentarze
odśwież
artykuł dodano: 30 marca 2009 ostatnia aktualizacja: 26 czerwca 2009 wyświetleń: 791